Przekaż 1% podatku na pomoc dzieciom
KRS 0000382243

SERCE WIKTORII TAK BARDZO CHCE BIĆ

SERCE WIKTORII TAK BARDZO CHCE BIĆ

 

 

Nie znam bardziej upartej i tak silnej osoby jak moja córka Wiktoria. A ma ona zaledwie cztery miesiące. I ogromny bagaż doświadczeń za sobą. Wszystko zaczęło się gdy na badaniach prenatalnych ginekolog powiedział, że nie może dojrzeć prawidłowości w budowie serduszka naszego dziecka. Skierował nas do specjalistycznego gabinetu gdzie wykonano badanie echokardiograficzne. Tu padła diagnoza. Tetralogia Fallota z atrezją zastawki tętnicy płucnej. Od tamtej chwili nie mogłam normalnie funkcjonować… żyć… Nie pamiętam dnia bez płaczu i ciągłych pytań: dlaczego moje dziecko? To wszystko odbiło się na mojej pierwszej córeczce Alicji, której zaczął udzielać się mój stres. Zrobiła się niespokojna, płaczliwa, budziła się w nocy z krzykiem i mocno przytulała.

I wtedy zrozumiałam, że muszę wziąć się w garść – dla niej i dla tego maluszka w środku. Od momentu postawienia diagnozy co miesiąc jeździliśmy z mężem na wizyty kontrolne do Zakładu Kardiologii Prenatalnej w ICZMP w Łodzi. I za każdym razem miałam cichą nadzieję, że powiedzą „to pomyłka”, „cud” albo „niemożliwe, serce samo się naprawiło”. Niestety, nic takiego nie usłyszałam. Zaczęłam dużo czytać, dowiadywać się, rozmawiać z rodzicami dzieci z tą samą wadą. Chciałam jak najlepiej przygotować się na przyjście naszej córeczki na świat. Wybór imienia był dla nas oczywisty. Ta siła, która tkwi w symbolice imienia, będzie ją prowadzić przez całe życie. Wiktoria to przecież zwycięstwo!

Nasza córeczka urodziła się siłami natury 26.07.2018 r. w ICZMP w Łodzi. Poród był lekki, szybki i bez komplikacji. Do dziś mówię, że Bóg czuwa nad nią od samego początku. Szybki całus, przytulenie… Najbardziej wzruszające zdjęcie jakie dziś oglądam? – to jak tulę moją kruszynkę zaraz po porodzie. Ten moment był najcenniejszy w moim życiu bo po chwili musiałyśmy się rozstać. Wiktoria pojechała na badania. Później trafiła do inkubatora. Wydawała mi się w nim taka bezpieczna ale i bezradna. A najgorsze było przed nią. O północy spadły jej saturacje do 60% i momentalnie zsiniała. Podano jej tlen i dożylnie lek Prostin, dzięki któremu przeżyła. Od tamtej pory zawsze musiała mieć 2 drożne wenflony. Nasze ruchy i normalną opiekę nad noworodkiem ograniczał metrowy kabel.

W międzyczasie okazało się również, ze oprócz ciężkiej wady serca Wiktoria ma krwiaka w nadnerczu, przez co ma kłopoty z wydzielaniem kortyzolu. Potrzebne było zatem leczenie farmakologiczne. Po trzech tygodniach na ciągłym wlewie Prostinu podjęto w końcu decyzję o wykonaniu zespolenia prawostronnego. Wiktoria była w bardzo złej kondycji. Jej żyły pękały, nie było już miejsca na kolejne wkłucia. Dzień przed operacją zauważyliśmy obniżone napięcie w jej lewej rączce. Nie było tam żadnej siły, rączka wydawała się bezwładna. Nasza córeczka już powoli nie wytrzymywała tego stanu.

Nadszedł wyczekiwany poniedziałek, 13.08. Wiktorii przetoczono krew. Pamiętam, że cała się trzęsłam i strasznie płakałam, gdy odprowadzałam ją na blok operacyjny. To uczucie jest nie do opisania. Zrozumie mnie tylko matka, która sama żegnała się z dzieckiem przed tą okropną windą wiodącą na blok. Godziny czekania, płacz, stres, niepoukładane myśli. Operacja się skończyła, jednak nie obyło się bez problemów. Po otwarciu miejsca na łopatce okazało się, że zespolenie prawostronne jest niemożliwe do założenia. Zaszyto więc cięcie i podjęto decyzję o zespoleniu lewostronnym. Mogliśmy wejść do Wiktorii na pop. To wszystko było takie przerażające. Moja mała córeczka była zaintubowana. Oddychała za nią maszyna. Byłam w takim szoku, że nie mogłam nawet policzyć ile ma podłączonych pomp infuzyjnych. A nazwy leków były nie do zapamiętania.

Następnego dnia, gdy ubierałam fartuch, przez oszklone drzwi zobaczyłam Wiktorię i nagle poczułam przeszywający dreszcz. Zaczęłam na głos mówić, że coś jest źle, coś poszło nie tak… Moja matczyna intuicja i tym razem mnie nie zawiodła. Gdy podeszłam do jej łóżeczka zobaczyłam kolejną pompę a w niej strzykawkę z napisem Prostin. To możliwe? Dlaczego? Przyszedł lekarz dyżurujący i powiedział, że w nocy Wiktorii spadły saturacje do 60%, co może świadczyć o niedrożności założonego zespolenia. Podano więc tlen i włączono Prostin. Znaleźliśmy się więc w punkcie wyjścia. Nigdy nie czułam się tak beznadziejnie i bezsilnie jak wtedy. To był straszny cios. Następnego dnia odbyło się cewnikowanie serca, podczas którego potwierdzono niedrożność zespolenia. Podjęto decyzję o reoperacji. Znowu znieczulenie, intubacja, cięcie, silne leki.. Ile można wytrzymać… Te dni były decydujące. Gdyby znowu coś było nie tak z zespoleniem, potrzebna byłaby kolejna operacja. Tym razem na otwartym sercu, z krążeniem pozaustrojowym. Siedziałam jak na szpilkach, nie spałam, modliłam się. Ale teraz się udało.

Po tym ciężkim tygodniu, pełnym tak wielu przeżyć i łez, Wiktorię przeniesiono na oddział kardiochirurgiczny. Moje dziecko było w opłakanym stanie. Podkrążone oczy, napuchnięte ciało, zapadnięte ciemiączko i tak strasznie odstające kości czaszki. Moja kruszynka była bezsilna. Tak bardzo bałam się chwili, kiedy otworzy oczy. Tak bardzo bałam się jak to wszystko, co przeszła, wpłynie na jej rozwój. Tak bardzo bałam się czy mnie pamięta… Ale moja waleczna Wiktoria po raz kolejny pokazała jak bardzo jest silna i uparta. Gdy otworzyła oczy, popatrzyła na mnie i się uśmiechnęła, choć widać było, że sprawia jej to ogromny ból. To zdecydowanie jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu. Po miesiącu walki wróciliśmy do domu. Teraz nabieramy sił.

To nie koniec naprawy jej serduszka. Dotychczas przeszła operacje podtrzymujące ją przy życiu. Gdy tylko organizm i serce zregenerują się, a gałęzie płucne rozrosną, trzeba wykonać korektę całkowitą na otwartym sercu: zamknąć ubytek w przegrodzie międzykomorowej i poszerzyć drogę wypływu z prawej komory. Nasza córeczka ma skrajną postać Tetralogii Fallota, z wrodzonym brakiem zastawki tętnicy płucnej. Dlatego też i tu konieczna jest interwencja kardiochirurgiczna. Tą skomplikowaną operację zgodził się przeprowadzić prof. Malec z Kliniki w Munster. Jest to bardzo duże przedsięwzięcie, pochłaniające ogromne fundusze. Mamy niewiele czasu. Obecnie saturacje naszej córki wynoszą 79%, a zdrowych dzieci są w granicach 100%. Postępuje sinica centralna. Stąd nasz apel do Was, ludzi dobrej woli. Pomóżcie nam naprawić serduszko Wiktorii. Ona ma tak ogromną siłę walki o swoje życie… Wytrzymała źle funkcjonujące nadnercze z krwiakiem, ponad 3-tygodniowy wlew Prostinu, osłabiający żyły i serce, obniżone napięcie rączki, przetoczenie krwi i dwa nieudane zespolenia… To za dużo jak na tak małego człowieka. To za dużo jak na start. Prosimy więc o każdą, nawet najmniejszą, pomoc finansową.

Skoro ona tak dzielnie walczy o swoje życie, my nie możemy przestać walczyć o nią.

 

Pomóc Wiktorii można dokonując wpłaty na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

Santander Bank

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem: “1943 pomoc dla Wiktorii Lachowicz”

 

wpłaty zagraniczne – foreign payments to help Wiktoria:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

PL31109028350000000121731374

swift code: WBKPPLPP

Santander Bank

Title: “1943 Help for Wiktoria Lachowicz”

 

Aby przekazać 1% podatku dla Wiktorii:

należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243

oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “1943 pomoc dla Wiktorii Lachowicz”

 

Wiktorii można też pomóc poprzez wpłatę systemem DOTPAY:



 

pat0
Podaruj Kawałek Nieba...
Share This

Like Us On Facebook