Przekaż 1% podatku na pomoc dzieciom
KRS 0000382243

MOJE MARZENIE – KUPIĆ LEKI, WĘGIEL I DOŻYĆ DO PIERWSZEJ KOMUNII CÓRKI…

MOJE MARZENIE – KUPIĆ LEKI, WĘGIEL I DOŻYĆ DO PIERWSZEJ KOMUNII CÓRKI…

 

 

Jak opowiedzieć historie jakich jest dużo lub wiele? jak opowiedzieć o mojej, a właściwie naszej tragedii, bo czasem nie wiem dla kogo ona jest większą dla mnie czy mojej rodziny a to gnębi mnie najmocniej. Boli mnie to, że z ostoi stałem się ciężarem, choć nikt mi o tym nie mówi, a każdy z mojej rodziny cieszy się, kiedy rano wstaję, idę do kuchni, idę sam – taka prosta czynność, a cieszy.

Ale po kolei :

Była jesień 2012 roku, kiedy złamałem nogę. No cóż, tak się zdarza -pierwszy raz w życiu na chorobowym, uziemiony na 2 miesiące, ale one mijały, a noga nadal nie zrastała się. Miałem wtedy 29 lat, ale wreszcie ponoć było „ok” ZUS też to sprawdził miałem nogę złamaną hmmm.
Wróciłem do pracy jak normalnie praca od 6.00 – do 14.00 czasem nadgodziny, a później na traktor (małe marzenie ) i do pracy w gospodarstwie po powrocie rodzina, mała Maja, która urodziła się między powodziami 30 maja 2010 roku jakie nawiedziły moja miejscowość Słupiec w gminie Szczucin w województwie małopolskim, żona, dom, zwyczajne fajne życie.

„Bolą mnie nogi, coś mnie boli w biodrach” pewnie muszę odpocząć, następnego dnia nadal boli. Poszedłem do lekarza ,,pewnie dostałem zapalenia mięśni” – pomyślałem. Zapalenie septyczne – pierwsza diagnoza, leki, zastrzyki, chorobowe, za dwa tygodnie będzie dobrze ….minęło 14 dni, nadal boli, zmiana leków, leżeć, nie przeciążać się, organizm walczy, kontrola za 14 dni. Czas biegnie szybko wizyta kontrolna i skierowanie do Szpitala Powiatowego w Dąbrowie Tarnowskiej badania, kroplówki… Tak minęły 3 tygodnie, brak diagnozy, za tydzień do domu. Kilka razy upadłem, nie czułem nóg, miałem je, ale nie słuchały mnie  – to efekt walki z infekcją – mówił lekarz. Upadłem po raz kolejny i nie wstałem, zanieśli mnie z korytarza do łóżka, pytałem co mi jest – nikt nie wie.

Rodzina zabrała mnie z szpitala z Dąbrowy Tarnowskiej i przewieziono mnie do Tarnowa. Był chyba wtorek – badania, czekamy na wyniki do środy. Około 10.00 w środę diagnoza – białaczka – ,,pilnie szukamy dla Pana miejsca w Krakowie sprawa jest bardzo poważna”, wszyscy płaczą. Czwartek – jadę nową A4 do Krakowa, powtarzają badania, jeszcze jest nadzieja, że to coś innego -Nie ona jest we mnie i ze mną białaczka….

Poznaje świetnych lekarzy z „Kopernika” prawdziwych mechaników oni mnie naprawią trzeba znaleźć dla Pana dawcę zacznijmy od brata. Na poniedziałek na badania Daniel przyjeżdża 25% szansy – brat jest starszy i….. JEST dawca zgodność maksymalna.

Białaczka „Philadelphia” to moja białaczka. Będzie chemioterapia ta „czarna”, przeszczep, nie czekamy. Nadchodzi styczeń 2014 r. przeszczep, mam dawcę, uda się, będzie dobrze, ludzie z tego wychodzą .Przeszczep się udaje. Po ok 20 dniach wracam do domu – brata domu, bo nie chce żeby córka mnie takiego widziała. Mija miesiąc, co tydzień w Krakowie samochodem z Kuzynem albo Bratem. Idzie dobrze. Włosy odrosły minęło lato parametry do góry będą wesołe święta, a przede wszystkim w domu.

Grudzień, kontrolne badanie: jak zwykle rejestracja, krew, kilka godzin na korytarzu z „ziomkami” w niedoli, ten sam skład co zawsze i to cieszy, bo żyjemy, jest nadzieja, damy radę .

Jest grudzień 2014 .
„Rudy który był brunetem” zmienił mu się kolor włosów po przeszczepie opowiada dowcipy. Moja kolej —-jest źle Panie Tomaszu mnożą się komórki nowotworowe … Święta …staram się, ale jest trudno. Nadchodzi 2015 r . rodzi mi się bratanica mały cud, bo przecież miało jej nie być, a ona jest rodzi się z wadą stopa końko-szpotawą ja i ona walczymy.

Mija 2015 mam „doszczep” od brata walczymy. Konieczny drugi przeszczep. Badania, leki, walczę. Nauczyłem się gotować, choć tyle mogę pomóc w domu, kiedy jestem. Żona pracuje, ile może, nadgodziny, soboty, niedziele – leki kosztują.

Nadchodzi styczeń 2016 chemioterapia ,Sepsa” przeżyłem drugi przeszczep od brata i znów walka i czekanie idzie dobrze nawet „język mi nie spuchł”. Wracam do domu, córka coraz większa, nie da się jej powiedzieć nieprawdy, rozumie już bardzo dużo. Jest grzeczna, pracowita, to kochana córeczka Tatusia patrzę na nią i jak każdy ojciec – chcę żyć przecież trzeba ją wychować a później pomóc w życiu, ale życie moje jest szybkie. Nie wiem, czy dogonię marzenia, by z rzeczywistością się spotkały i spisały historię prawdziwą.

Rok 2016 to badania i życie od badania do badania. Nadchodzi grudzień, święta, nie będę się powtarzał ,ale u mnie znów zamiast radości z ubierania choinki i klimatu świąt jest ta sama diagnoza – potrzebny „doszczep”. Jest źle, więc znów z bratem odpalamy samochód i jedziemy do Krakowa. On oddaje mi leukocyty, 5 godzin czekania na materiał – kilka sekund wlewu i do domu. Po drodze odbieramy mamę po operacji serca z szpitala „Jana Pawła II” i wracamy, znów czekanie „wrócę czy zostanę”

„Jaki Sylwester taki cały rok” to przysłowie ma zachęcić nas do zabawy w Sylwestra, ale jak tu się bawić, kiedy nie wiesz czy rano się obudzisz, więc od 2013 roku cały czas smutny ten „Sylwester i cały rok”. Niestety 2017 na 2018 nie inny – złe wyniki i szukanie ratunku. Jest lek, chemioterapia, naświetlania i ten lek ...daję radę. Kilka miesięcy w szpitalu, chemioterapia. Wracam do domu, ale już nie umiem chodzić. Z ok. 100 kg wagi została resztka i ta reszta nie daje rady iść. Muszę prosić o pomoc, by przejść do ubikacji, wstać z łóżka. Największą mam głowę, oj dużą i to nie od myślenia – uczę się chodzić – patrze na Maję i moją rodzinę i muszę, wstaję i idę krok po kroku.
Po tygodniu zdobyłem moje „Himalaje” – sam poszedłem do łazienki, trzymałem się ściany, ale dotarłem i jestem tam sam….

Tragedia w życiu. Zawsze ciężko pracowałem, byłem mistrzem produkcji, kupiłem moją „60” i pracowałem. Nie potrzebowałem pomocy, zapisałem się do „OSP Słupiec”, chciałem pomagać, a teraz 10 kroków to dla mnie Himalaje.

Przeżyłem chemioterapię – wiele cykli, dwa przeszczepy szpiku kostnego, dwa „doszczepy”, SEPSĘ” , dwie powodzie, a teraz muszę prosić i proszę o pomoc na zakup leków, bez których nie mogę żyć. Bardzo proszę pomóżcie mi i mojej córce – dajcie mi szansę na powrót z dalekiej podróży.

 

Pomóc Tomkowi można dokonując wpłaty na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

Santander Bank

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem: “1962 pomoc dla Tomka Puły”

 

wpłaty zagraniczne – foreign payments to help Tomek:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

PL31109028350000000121731374

swift code: WBKPPLPP

Santander Bank

Title: “1962 Help for Tomek Pula”

 

Aby przekazać 1% podatku dla Tomka:

należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243

oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “1962 pomoc dla Tomka Puły”

 

Tomkowi można też pomóc poprzez wpłatę systemem DOTPAY:



 

pat0
Podaruj Kawałek Nieba...
Share This

Like Us On Facebook