Był piękny słoneczny majowy poranek 2014 roku, gdy nagle wydarzyło się to w co sama początkowo nie byłam w stanie uwierzyć. Rozpoczął się poród.
Ale jak to – pomyślałam – przecież to dopiero 26 tydzień ciąży.
Wspominając tamten dzień mam wrażenie, że wszystko trwało jedną krótką chwilę i nawet nie zdążyłam pomyśleć o konsekwencjach tak wczesnego porodu, a Pawełek był już na świecie.
Pytałam lekarzy:
– Czy mój syn żyje, czy wszystko w porządku?
– 622 gramy, 33 cm. Jeszcze żyje, ale jego stan jest krytyczny – usłyszałam w odpowiedzi, a mój świat obrócił się do góry nogami.
Kolejne dni dłużyły się w nieskończoność. Codziennie nowe niepokojące informacje, strach, niepewność. Walka o życie!
Pawełek jest skrajnym wcześniakiem. W pierwszych dniach po porodzie zdiagnozowano u niego niewydolność oddechową, dysplazję oskrzelowo płucną, przewlekłą małopłytkowość, leukomalacje późną, posocznice bakteryjną, niedokrwistość wtórną i retinopatie wcześniaczą. Jakby tego było mało jelitka Pawełka nie wytrzymały i doszło do ich pękniecią. Po ciężkiej, trwającej długie godziny operacji lekarze stwierdzili, że jeśli nasz syn przeżyje to będzie „jednym na milion”. I udało się!
Konsekwencje tak szybkiego wyjścia na świat ciągna się za nami do dziś. Pawełek nie mówi, ale potrafi samodzielnie usiąść. Zaczyna takźe raczkować. Wypracował to bardzo ciężką i mozolną pracą w czasie wielogodzinnych, codziennych rehabilitacji. Lecz to dopiero początek w walce o powrót do normalności. Kompeksowe badania w drugim roku życia ujawniły, że nas syn cierpi na MPD i porażenie kończyn dolnych od kolan w dół. Z tego właśnie powodu jeszcze nie chodzi (podkreślam jeszcze) ale chcę zrobić wszy
stko by był samodzielny i wierzę że mu się uda. Niestety sami z mężem nie jesteśmy w stanie udźwignąć tego problemu. Nasz dochód to zasiłek opiekuńczo – pielęgnacyjny i niewysokie wynagrodzenie męża. Nie przelewa się. Każdą wolną złotówkę przeznaczamy na dodatkowe prywatne rehabilitacje oraz specjalistyczne konsultacje.
Aktualnie Pawełek jest pogodnym i uśmiechniętym chłopcem. Chce kochać i być kochany! Chce biegać za piłką, podrywać koleżanki, grać w gry i czytać piękne książki! Chce po prostu robić to co każde szczęśliwe dziecko.
Jest wiele form leczenia mogących pomóc naszemu synowi: Intensywne turnusy rehabilitacyjne. Koszt jednego to ok. 6000 zł. Dobre rezultaty daje komora hiperbaryczna dostępna w naszym mieście. Koszt takiego leczenia to 5800 zł. Aby pomóc Pawełkowi stanąć na nogi niezbędny będzie pionizator i FN-Walker do nauki chodzenia. Komórki macierzyste to kolejna szansa dająca nam duże nadzieje. Leczenie tego typu nie jest refundowane przez NFZ, a jego szacunkowy koszt to około 100 tysięcy złotych.
Są to dla nas kwoty niewyobrażalnie wysokie i nie jesteśmy w stanie zebrać tak dużych sum pieniędzy sami. Ale wierzę w dobro budujące lepszy świat i ufam, że darowane powraca ono do nas ze zdwojoną siłą.
Prosimy o wsparcie! Każda nawet najmniejsza kwota jest dla naszego syna realną pomoca.
Pomóc można dokonując wpłaty na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym Kawałek Nieba
31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
718 pomoc dla Pawła Gajdy
Wpłaty zagraniczne
PL31109028350000000121731374
WBKPPLPP
718 Help for Pawel Gajda
Przekaż 1,5% podatku
0000382243
718 pomoc dla Pawła Gajdy
Można też pomóc poprzez wpłatę systemem elektronicznym: