Nasza córka, Nina, w wieku 10 lat zachorowała na nowotwór móżdżku – medulloblastoma. 10 lat temu,
dzięki pomocy dr Jarmuża ze szpitala im. Jonschera w Poznaniu udało sie usunąć guz, a dzięki dr Derwich chemioterapią zahamować dalszy proces rozrostu. 10 lat byliśmy szczęśliwi.
Niestety w ubiegłym roku usłyszeliśmy słowo, które powinno zostać wymazane ze słowników świata – wznowa. Udało nam sie załatwić opiekę prof. Harata, później operacje u prof. Furtaka w Bydgoszczy, a potem protonotrapię w Krakowie.
Teoretycznie zwalczyliśmy wznowę.
Niestety, w tym roku mamy trzeci epizod choroby, tym razem bardzo agresywny – guzy w trzech miejscach mózgu, w tym w pniu, wszystkie nieoperacyjne i co gorsza nie do końca rozpoznane. Lekarze z Wielkopolskiego Centrum Onkologii w Poznaniu robią co mogą. Rozpoczęli wstępną chemioterapię typową dla glejaka, konsultujemy histopatologię z ośrodkiem w Bonn, lekarze mają spotkania online z kolegami ze Stanów i Europy. Tylko my – Nina i rodzice, w tym wszystkim jesteśmy u skraju sił. Ten brak siły byśmy jeszcze znieśli – jak człowiek chwilę odetchnie to siły zbierze. Ale tracimy to co przez ostatnie 10 lat życia było dla nas najważniejsze w tej nieustającej traumie – nadzieję. Bez niej już nie wiem co robić. Czy pomożecie Ninie? Proszę. Może to da nadzieję, ja miałem już tylko ją.
Dominik, tata Niny.
Przekaż 1,5% podatku

