Mój synek ma dopiero 5 lat. Zamiast szykować się do zerówki i planować przyszłość, musi walczyć o każdy kolejny oddech na oddziale onkologii. Diagnoza: Neuroblastoma IV z przerzutami do szpiku kostnego.
To brzmi jak wyrok , ale jako matka nie mogę i nie pozwolę mu odejść.
Wszystko zaczęło się od zwykłego bólu brzuszka. Lekarze nas zbywali, mówili że to nic groźnego. Przez tydzień patrzyłam jak moje dziecko gaśnie. Kiedy ból przeszedł na kręgosłup i nóżki, a CRP drastycznie wzrosło usłyszeliśmy prawdę, która rozdarła moje serce na pół. W brzuszku mojego 5-letniego synka rósł potwór.
Wychowuje dzieci sama. Mam jeszcze 15-letnią córkę, która drży o życie brata. Każdy dzień to dla nas egzamin wytrzymałości. Jak wytłumaczyć nastolatce, że jej braciszek może nie przeżyć? Jak patrzeć w oczy 5 latka, który pyta kiedy wrócimy do domu?
Mój synek ma mnóstwo marzeń. Jest zafascynowany pracą strażaków- w przyszłości sam chciałby założyć mundur i pomagać innym. Chciałby po prostu beztrosko się bawić, biegać po placu zabaw i we wrześniu dumnie pójść do szkoły z plecakiem, jak każde zdrowe dziecko. Rak chce mu to wszystko odebrać.
Leczenie Neuroblastomy w czwartym stadium to najcięższa z możliwych dróg. Czeka nas agresywna chemia, operacje i niezwykle kosztowne, terapie , które często są jedyną szansą na to, by nowotwór nie wrócił. Koszty walki o życie mojego dziecka są gigantyczne- przekraczają moje wszelkie moje możliwości.
Jako samotna mama robię wszystko , co w mojej mocy, by ratować synka, ale w tej walce jestem bezsilna wobec finansów. Dlatego z całego serca proszę was o pomoc.
Błagam, nie pozwólcie mojemu synkowi odejść. Pomóżcie mi spełnić jego marzenie o zastaniu strażakiem, o szkole, o normalnym życiu. Każda złotówka to dla nas cud, o który modlimy się każdego dnia.
Dziękujemy za każde wsparcie, za każdą modlitwę i za to że nie jesteśmy w tym sami.
Mama Martyna, Natuś i siostra Laura.
Przekaż 1,5% podatku