Przekaż 1% podatku na pomoc dzieciom
KRS 0000382243

MODLĘ SIĘ ABY TAKICH HISTORII NIE BYŁO… ŁZY ODBIERAJĄ SŁOWA…

MODLĘ SIĘ ABY TAKICH HISTORII NIE BYŁO… ŁZY ODBIERAJĄ SŁOWA…

Ewelinka1

 

 

Są historie, o których się nie mówi, nie słyszy, bo dzieją się za zamkniętymi drzwiami domu… Ci, którzy powinni kochać krzywdzą najsilniej jak to tylko możliwe… Boli nie tylko ciało od przemocy, ale jeszcze mocniej dusza od poniżenia, braku miłości, upokarzających słów i największej krzywdy wyrządzanej każdego dnia… Strach o dziecko, brak własnego choć małego kąta do spania, brak bezpieczeństwa, strach przed kolejną awanturą, krzykiem, silną ręką i słowem, które rani do głębi… Brak wyjścia z sytuacji, bo nie ma się gdzie pójść, nie ma gdzie uciec, bo tak naprawdę jest się zupełnie bezdomnym… Nawet noc nie przynosi ukojenia, bo w śnie jest krzyk, ból i strach ten sam co za dnia… Najgorsze jest przerażenie w oczach Twojego dziecka – ten ból jest już nie do zniesienia, bo kochasz ją ze wszystkich sił i nie masz jak zmienić losu Twojej małej córeczki… Płaczesz w nocy, kiedy ona śpi, jak najciszej, do poduszki, aby tylko nie usłyszała i nie przestraszyła się jeszcze bardziej…
Mam na imię Agnieszka, jestem mamą chorej córeczki – Ewelinki i jesteśmy bezdomne…
Obejrzyj film:

Chwilowo przebywamy u starszej pani Józi, ale nie wiadomo ile będziemy mogły tu być, ponieważ jest ona osobą schorowaną, leżącą, mieszkającą w domu wnuka, który bardzo chce się jej pozbyć– umieścić w domu starców, wtedy zupełnie nie będziemy miały gdzie pójść…

Ewelinka ma 6 lat jest dzieckiem bardzo chorym i pokrzywdzonym przez los.
Uciekając z domu babci Ewelinki zrozumiałam, że całe moje dotychczasowe życie to jedna wielka pomyłka , zły sen z którego nie mogę się obudzić… Ewelinka5
Ojciec córki nigdy nie interesował się naszym losem. Jego życie to alkohol, przemoc i prześladowanie oraz  wymuszanie ostatniej złotówki na wódkę. Moja historia zaczęła się już bardzo dawno, jak ja byłam małą dziewczynką, wtedy też był strach i ból.. Jako młoda dziewczyna uciekłam z domu z powodu alkoholizmu ojca,  wyjechałam za lepszym życiem do Krakowa. Mam ogromną zadrę w sercu i w pamięci zniszczone dzieciństwo… Nie chcę takiej traumy zafundować mojej córeczce, choć i ona już zakosztowała tego losu z winy „bliskich” i mojego tchórzostwa… Potrzebowałam czasu aby to zrozumieć… W Krakowie poznałam ojca Ewelinki i przez chwilę miałam namiastkę normalnego życia do momentu, gdy okazało się, że jestem w ciąży. Wtedy zaczęła się nasza tułaczka, która trwa do dziś… Zamieszkaliśmy u ciotki Maćka, ponieważ jego matka nie chciała nas przyjąć w swoim domu, choć jest piękny 2 – piętrowy i mieszka w nim sama… Więc wynajmowaliśmy mieszkanie w Niepołomicach, gdzie zaczęło się Ewelinka7piekło: picie, awantury, poniżanie, wyzwiska. Pewnego dnia u kresu sił zgłosiłam to na policję… Znowu Maciek mnie przekonał, abym mu dała szanse. Wtedy zamieszkaliśmy razem u jego matki, odbyła się rozprawa i zapadł wyrok skazujący i ojciec Ewelinki poszedł do więzienia. Wtedy jego matka powiedziała, że ma nadzieję, iż nie będziemy z jej wnuczką mieszkać w niej. Znowu przygarnęła nas ciotka Maćka. Wtedy właśnie wykryto u Ewelinki bardzo ciężkie schorzenia – Zespół Dany Walkera z wodogłowiem nadnamiarowym, ataksją, spastycznością i padaczką… Trafiłyśmy do szpitala. Tam miała się odbyć operacja – implantacja zastawki komorowo-trzewnowej. To były okrutne dni: strach o jedyną osobę, którą kocham nad życie – moje dziecko, tak bardzo chore i przed operacją, tak poważną, że przecież mogę ją stracić… Wtedy już nie zostałoby mi w życiu nic, zupełnie nic… Było mi strasznie ciężko: żadnego wsparcia, zero pieniędzy. Posiłki, których nie zjadła Ewelinka w szpitalu dokańczałam, bo nawet nie miałam pieniędzy na suchą bułkę. Zostałyśmy same bez kąta do spania, ponieważ ciocia ojca Ewelinki nie mogła już nam pomagać, bo sama znalazła się w złej sytuacji życiowej. Trafiłam z chorą córką do domu samotnej matki. Ten okres chciałabym zapomnieć i nigdy do niego nie wracać… Łzy obierają mi słowa, nie jestem w stanie tego opisać…. Przetrwałam tam 6 miesięcy i nigdy nie chciałabym do tego wrócić…. Wtedy znowu pojawił się ojciec córki i z braku wyjścia dałam mu szansEwelinka4ę… Trafiliśmy do domu babci Ewelinki, a tak naprawdę wróciłyśmy do sutereny (piwnicy) bez możliwości wstępu do niej na górę. Nie miałyśmy toalety – był wychodek na polu (sama go też musiałam poprawić, aby dało się z niego korzystać), nie było łazienki – była miska z wodą. Był grzyb, pleśń wilgoć i zimno… Z regipsów zrobiłam sama kącik dla Ewelinki, aby miała choć namiastkę normalności. W tym okresie nie miałam też żadnego wsparcia, nie miałam pieniędzy, ponieważ komisja ds. orzekania niepełnosprawności uznała, że Ewelinka mimo, że jest bardzo chora, nie potrzebuje wsparcia drugiej osoby, co było wielkim błędem. Podjęłam walkę z systemem. Udało się i przywrócono mi wszystkie świadczenia, ale orzeczenie mam tylko do grudnia i tak naprawdę nie wiem co będzie dalej… Drżę, bo boję się ze znowu zostanę bez środków do życia… Pomoc jaką otrzymałam i otrzymuje z OPS nie wystarcza nawet na same bułki dla nas na miesiąc. Ojciec Ewelinki znowu zaczął się agresywnie zachowywać i znęcać psychicznie nade mną, co źle wpływało na Ewelinkę. Choroba córeczki zaczęła szybko postępować. Nie wytrzymałam i poprosiłam o pomoc GOPS w Kłąju i tak trafiłyśmy do pokoju u starszej Pani, ale tu też nie możemy zostać…
Za pieniążki otrzymane z sądu za wygraną sprawę o świadczenia dla córki chciałabym zakupić działkę, na której mógłby stanąć domek holenderski. W nim mogłybyśmy zacząć wszystko od początku, a nawet z Ewelinką chciałybyśmy wziąć ze sobą panią Józię, bo nie wyobrażamy sobie, aby mogła trafić do zakładu, co właśnie chce uczynić jej wnuk. Widzę po jej oczach i zdaję sobie sprawę, że wtedy szybko mogłoby się skończyć jej życie po prostu z tęsknoty… Ewelinka Ewelinka8bardzo się do niej przywiązała, pani Józia stała się dla niej jak babcia, której tak naprawdę nigdy nie miała… Pani Józia stała się naszym członkiem rodziny i chciałabym prosić o pomoc zarówno dla nas jak i dla niej…
Ewelinka pomimo swej choroby teraz powolutku zaczyna się uspokajać. Od kiedy mieszkamy same córeczka z wielkim trudem, ale zaczyna poruszać się samodzielnie.. Muszę pomagać jej we wszystkich czynnościach, ale jest światełko w tunelu… Staram się, aby zapomniała o tym, co złe i aby miała szansę na lepsze życie i nie podzieliła mojego losu… Niestety nie mamy na to środków i jesteśmy bezdomne… Naszą najpilniejszą potrzebą jest dom i wózek. Chcemy po prostu być razem, żyć skromnie, ale w spokoju, bez bólu, krzyku, przemocy, łez, silnej ręki i słowa które tylko rani… Pamiętam łzy mojego dziecka, które marzyło o starym wózku dla lalek, który kurzył się w domu babci, a tak go nie dostała, aby móc się choć pobawić… Chciałabym wytrzeć jej łzy, moich było już za dużo… Te wszystkie zdarzenia podziurawiły moje serce w cierpieniu i strachu, ale chciałabym chronić serduszko córeczki. Wiem, że może nam pomóc tylko spokój własnego kąta, azyl, gdzie mogłaby zakończyć się nasza tułaczka, wieczna ucieczka i łzy. O to właśnie proszę dla mojej Ewelinki – ona jest sercem mojego serca – całym moim Światem…Ewelinka6

Pomóc Ewelince można dokonując wpłaty na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

Bank BZ WBK

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem:

“359 pomoc dla Ewelinki Stojek”

wpłaty zagraniczne:

PL31109028350000000121731374

swift code: WBKPPLPPEwelinka9

Aby przekazać 1% podatku dla Ewelinki:

należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243

oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “359 pomoc dla Ewelinki Stojek”

Ewelince można też pomóc poprzez wpłatę systemem DOTPAY:


pat0 Informacje_dot._zbiórek: https://www.kawalek-nieba.pl/informacje_reg/
Podaruj Kawałek Nieba...
Share This

Like Us On Facebook