Przekaż 1% podatku na pomoc dzieciom
KRS 0000382243

ZAWALCZYĆ O MARZENIA…

ZAWALCZYĆ O MARZENIA…

 

Nigdy nie skakałam na skakance, nie grałam w gumę, nie biegałam jak inne dzieci… Często moi rówieśnicy stronili ode mnie, nie rozumieli tego, że nie poskaczę czy nie pobiegnę jak oni. Byłam mała, ale w sercu płakałam i czułam jak bardzo mi przykro… A to wszystko dlatego, że urodziłam się w szóstym miesiącu ciąży. Lekarze zdiagnozowali u mnie dziecięce porażenie mózgowe czterokończynowe i nie dawali dużych szans na przeżycie…

Moja mamusia usłyszała od lekarki – ,,lepiej niech ochrzci Pani dziecko, bo może nie przeżyć…’’ . Przeżyłam. Kiedy rodzice zauważyli, że nie robię postępów w rozwoju jak inne dzieci, nie raczkuję, nie siadam, poszli do lekarza. Chcieli uzyskać skierowanie do Centrum Zdrowia Dziecka, ale pani doktor powiedziała, że i tak będą ,,roślinką, która nie będzie sprawna umysłowo i szkoda marnować czas’’.Kasia10

Jednak postąpiłam na przekór opiniom lekarzy: rozwijałam się bardzo dobrze jak na dziecko z porażeniem i nic nie wskazywało na to, że będę „roślinką” bez kontaktu ze światem.

Mając siedem lat trafiłam do szpitala, gdzie miałam przejść zwyczajną operację podcięcia ścięgien i wtedy zaczęłam chodzić o kulach. Jednak w wieku dziewięciu lat, kiedy znowu byłam tym szpitalu, bez zgody rodziców zrobiono mi operację na biodro, ponieważ stwierdzono, że mam źle wyrobioną panewkę. Kiedy mamusia do mnie przyjechała, zdziwiona zobaczyła, że jestem po operacji . Poszła więc do lekarza i zapytała  dlaczego moja córka ma krótszą nogę, na co usłyszała od doktora – „możemy skrócić tak samo lewą nogę i będą równe”. To był szok i niedowierzanie, że można coś takiego usłyszeć od lekarza…

I tak zaczął się mój „koszmar”. Chodziłam na zgiętym kolanie, przez co zrobiło mi się płaskostopie i haluksy. Operacje na stopy miałam robioną dwa razy (stopy były łamane i nastawiane), jednak nie przyniosło to spodziewanych rezultatów. Po krótkiej przerwie i pobycie w rodzinnym domu w Koninie wracałam na kolejne operacje przestawiania mięśni w łydkach, operacje biodra i inne, przy tym bolesne wyjmowanie wszelakiego rodzaju drutów i całe cierpienie operacyjne, które nie miało końca… itd.

????????????????????????????????????Mimo tylu ciężkich przeżyć wcale nie było lepiej…  Kiedy już w duszy miałam nadzieję, że w końcu wyrwę się ze szpitali i zacznę stawiać samodzielne kroki, pojawiały się kolejne komplikacje i moja walka tak jakby znów zaczynała się od początku… Nikt nie wie ile łez wtedy wylałam… ile dni samotności i tęsknoty za rodziną, ile marzeń podeptanych o dzieciństwie takim, jakie mieli moi rówieśnicy… Moje życie to pobyt w szpitalu przez 11 lat (z krótkimi przepustkami ) ponad 200 kilometrów z dala od rodzinnego domu.W wieku czternastu lat usłyszałam od pani doktor, że operacja na biodro była pierwotnie właściwie niepotrzebna… Ale wtedy już było za późno na te słowa… Mając siedemnaście lat powiedzieli mi, że zrobią operację , która mi pomoże i w nadziei, że w końcu będzie lepiej, zgodziłam się. Tak się jednak nie stało, po 16-tu operacjach nadal nie było i nie ma poprawy…

Będąc na studiach w Poznaniu chodziłam na prywatne wizyty do lekarza, który zapewniał mnie, że jest w stanie naprawić mi to, co kiedyś zostało popsute. Kiedy już byłam w kolejnym szpitalu, to na konsylium lekarskim usłyszałam to, co moja mamusia kilkanaście lat wcześniej: ,,mogę Pani skrócić lewą nogę i będą równe’’. To był dla mnie kolejny szok !! i kolejne łzy… Oczywiście nie zgodziłam się, więc kazano mi wracać do domu…

Nie poddawałam się i nadal szukałam „specjalisty” i tak w 2012 trawiłam do profesora, od którego usłyszałam ,,niech Pani się cieszy, że jeszcze nie jeździ Pani na wózku, ale to tylko kwestia czasu i dobrze, że Pani jest szczupła, bo nie obciąża tak bardzo kości – ja tu nic nie pomogę. To słowo ,,wózek’’ wyryło mi się w sercu najmocniej i jest dla mnie jak wyrok !!

Łzy leciały mi z oczu jak grochy…

Mimo tak długiej już walki nadal się nie poddałam, bo czułam, że gdzieś jest dla nie nadzieja. I znalazła się!!! Dostałam się na wizytę do prof. Paley’a z Florydy i on powiedział, że mi pomoże tak jak pomógł już wielu innym w mojej sytuacji. Ta operacja to dla mnie jedyna i ostatnia szansa uchronić się przed wyrokiem wózka. Jednak jej koszt jest ogromny – ponad 700 tysięcy złotych. Sama nigdy nie uzbieram takiej kwoty. Dlatego bardzo proszę o pomoc. Czas jest na wagę złota – mój stan zdrowia się pogarsza, cierpię wciąż silny ból, który aż trudno opisać. Nie chcę być inwalidą. Boję się tego, że kiedy usiadłabym na wózek , to będę zupełnie zależna od innych osób i przestanę być tak jak do tej pory samodzielna. Ludzie widząc mnie, myślą – dziewczyna daje sobie radę, ale nie zdają sobie sprawy z tego, jak ciężko jest mi zrobić zakupy, wynieść śmieci czy też przenieść coś mając dwie ręce zajęte kulami.

Chciałabym biegać, skakać, tańczyć, przejechać na rolkach całą Polskę! Chciałabym ścigać się z wiatrem, sięgać chmur na szczytach gór, a z rzeczy bardziej przyziemnych – chciałabym móc samodzielnie ubrać się, założyć buty, zejść po schodach, choć na moment zapomnieć o kulach i otrzeć płynące wciąż od bólu i cierpienia łzy…

Pomóżcie mi uwierzyć w to, że cuda się zdarzają !

 

Pomóc Kasi można dokonując wpłaty na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

Bank BZ WBK

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem: “782 pomoc dla Katarzyny Ziarniewicz”

 

wpłaty zagraniczne – foreign payments to help Kasia:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

PL31109028350000000121731374

swift code: WBKPPLPP

Bank Zachodni WBK

Title: “782 Help for Katarzyna Ziarniewicz”


Aby przekazać 1% podatku dla Kasi:

należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243

oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “782 pomoc dla Katarzyny Ziarniewicz”

 

Kasi można też pomóc poprzez wpłatę systemem DOTPAY:



 

pat0
Podaruj Kawałek Nieba...
Share This

Zapisz się i pomagaj dzieciom razem z nami!

Like Us On Facebook