Przekaż 1% podatku na pomoc dzieciom
KRS 0000382243

ABY MÓJ SYNEK MIAŁ MAMĘ – TO MOJE MARZENIE – CHCĘ ŻYĆ DLA NIEGO…

ABY MÓJ SYNEK MIAŁ MAMĘ – TO MOJE MARZENIE – CHCĘ ŻYĆ DLA NIEGO…

 

 

Nie ma takich słów, które wyrażą ból tego co się stało: mimo długiej walki Ania odeszła. Pozostanie na zawsze w serach tych, którzy ją tak bardzo kochają. Dziękujemy wszystkim za pomoc w jej leczeniu. Dzięki Wam była dłużej razem z ukochanym synkiem i mężem.

Historia Ani:

Być szczęśliwą, być kochaną, mieć rodzinę – moje marzenia przez wiele lat. Nigdy nie bałam się o zdrowie, bo to dopisywało. Zaczęłam realizować swój plan na życie. Wyszłam za mąż, trzy lata temu zostałam mamą. Początki rodzicielstwa były trudne – choroba serduszko naszego synka spędzała nam sen z powiek. Pamiętam jak bardzo się bałam, że to maleńkie kruche życie, które tak bardzo kochaliśmy może zgasnąć. Ale los był dla nas łaskawy. Nie wiedziałam tylko, że za chwilę zażąda czegoś w zamian…

Mięsak Ewinga…

Długo nie wiedziałam co to takiego. Gdy pojawił się ból w okolicy stopy początkowo nie przywiązywałam do niego wagi. Smarowałam maściami, które nie pomagały, a ból zaczął się nasilać. Przyszedł czas na poradę specjalisty. Nie wiedziałam tylko, że zaczynam właśnie kolejny raz walkę o życie – tym razem o własne życie. Specjalista, diagnostyka i dostałam wiadomość zwalająca z nóg – w kości pięty jest guz nowotworowy.

Szybko trafiłam do rekomendowanej kliniki leczenia mięsaków w ICO w Warszawie. Poszerzona diagnostyka, biopsja i mój przeciwnik dostał „imię” – mięsak Ewinga – złośliwy nowotwór kości z przerzutami do płuc i wątroby. Nie udało się uratować nogi. Ale nie był to dla mnie dramat. Skoro ceną za życie ma być brak nogi nie miałam wątpliwości. Bez większego wahania zgodziłam się na amputację. Bo moim motorkiem do walki jest moja rodzina, która wspiera mnie na każdym etapie leczenia. Mąż jest dla mnie jak filar, a synek jak najjaśniejszy promyk słońca.

Po operacji, gdy ból odbierał mi oddech, po chemioterapii, której skutki uboczne odzierały mnie z godności moi najbliżsi dodawali mi otuchy. Gdy zaczynało brakować sił, myślałam o synku, o jego ciepłych rączkach splecionych wokół mojej szyi, o mężu, który przecież potrzebuje wsparcia w wychowaniu dziecka i nie może wiecznie zajmować się mną. Ilekroć upadałam, zawsze się podnosiłam dzięki nim. Bo mimo wszystko marzymy, planujemy przyszłość – własne mieszkanie, podróże, wspólne wakacje. Marzę, by mój synek miał przy sobie kochająca, uśmiechniętą mamę, marzę o locie samolotem, wyjeździe w góry, w których nigdy nie byłam, by nauczyć się angielskiego…

Ale bym mogła wspólnie z moimi ukochanymi mężczyznami zrealizować te plany. Musze najpierw wygrać z chorobą. Na dzień dzisiejszy chemia daje efekty – zmiany w płucach i w wątrobie zaczęły zmniejszać się, a niektóre zniknęły. To dodaje mi skrzydeł.

Ale dojazdy do Warszawy i koszty związane z leczeniem pozaszpitalnym zaczynają przerastać nasze możliwości. Obecnie pracuje tylko mąż, ja otrzymuję zasiłek rehabilitacyjny. Dzięki dobrym ludziom udało się zakupić protezę dla mnie – uczę się chodzić z moją nową nogą. Bo choroba odebrała mi bardzo wiele – nie mogę wyjść na spacer, nie mogę dogonić mojego synka, obniżona odporność odebrała mi możliwość spotkań z przyjaciółmi. Kochałam prowadzić samochód, jeździć na rowerze. Powoli uczę się funkcjonować w świecie po amputacji. Nie jest łatwo, ale staram się jak mogę.

Dziś zwracam się z prośba do Was – pomóżcie mi w mojej walce, pomóżcie mi nie martwić się, czy jak wyjadę do szpitala, mojej rodzinie wystarczy środków na chleb. Jest nam ciężko. I choć dotąd dawaliśmy sobie radę, powoli przyszła świadomość, że bez pomocy innych za chwilę staniemy pod ścianą.

Anna

 

Podaruj Kawałek Nieba...
Share This

Like Us On Facebook