Przekaż 1% podatku na pomoc dzieciom
KRS 0000382243

,,WASZE DZIECKO MA RAKA. JEŚLI NIE ROZPOCZNIEMY LECZENIA TO ZA KILKA DNI MOŻE JEJ NIE BYĆ…”

,,WASZE DZIECKO MA RAKA. JEŚLI NIE ROZPOCZNIEMY LECZENIA TO ZA KILKA DNI MOŻE JEJ NIE BYĆ…”

 

 

Nasza 7 letnia córka Ania choruje na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Od września poszła do pierwszej klasy. Niespełna 4 tygodnie po rozpoczęciu szkoły Ania pewnego dnia źle się poczuła podczas zajęć. Zabrałam ją ze szkoły, wezwałam pogotowie i znalazłyśmy się w szpitalu z rozpoznaniem rotawirusa. Po 3 dniach nawadniania wypisano nas do domu z zaleceniem zażywania witamin i elektrolitów. Po tygodniu odpoczynku Ania wróciła do szkoły, ale dawnych sił już nie odzyskała. Stawała się coraz słabsza, bledsza i choć dzielnie spełniała swoje szkolne obowiązki, to po powrocie do domu, od razu układała się do snu.

Kolejna wizyta u pediatry i kolejne uspokajanie przez panią doktor, że po rotawirusie tak bywa, że organizm jest spustoszony chorobą i nawet kilka tygodni może pozostać wycieńczony.

13 października 2017 w piątek gdy tylko odprowadziłam Anie do szkoły od razu towarzyszył mi niepokój. Rano rozmawiałyśmy, że w weekend będzie mogła dłużej pospać i odpocząć. Podczas gdy córka była w szkole, umówiłam wizytę z kolejnym pediatrą , dokąd zabrałam ją prosto ze szkoły. Już po wejściu do gabinetu pani doktor (której będę do końca życia wdzięczna) wydała się bardzo poruszona widokiem Ani. Wstępne oględziny, rzut oka na wyniki badań z pobytu w szpitalu na rotawirusa…. i wszystko jasne. Nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na niską hemoglobinę!

Natychmiast zostałyśmy skierowane do szpitala w Toruniu w celu transfuzji krwi. Zanim jednak do niej doszło, wykonano pełną morfologię i wtedy po raz pierwszy wyłoniło się podejrzenie białaczki,
Nie mogłam uwierzyć w słowa lekarza. Jak to? O czym pani do mnie mówi? Przecież moja córka miesiąc temu o własnych siłach poszła do Morskiego Oka i z powrotem! To niemożliwe! Nauczyła się jeździć na rowerze! To pomyłka!
Ale doktor kiwała tylko głową i dodała, że zostaniemy przetransportowane na oddział hematologii do Bydgoszczy i tam będzie reszta badań.

Nie bardzo pamiętam pierwsze dni na oddziale hematologii. Wiem, że przychodzili do nas kolejni lekarze, rozmawiali ze mną, badali Anię, ale to było jak zły sen. Po 3 dniach pobrano szpik. Rozmowa z profesorem nie pozostawiła cienia złudzeń. “Wasze dziecko ma raka. I jeśli nie rozpoczniemy leczenia, to za kilka dni już jej może z wami nie być”.

Bez chwili wahania razem z mężem wyraziliśmy zgodę na wszystko, co proponowali lekarze. Zaczęły się badania, różne, wszystkie, aby wykluczyć jakiekolwiek przeciwwskazania do chemioterapii i jednocześnie zlokalizować ewentualne przerzuty.
Ciągłe kłucia, transfuzje i znieczulenia bardzo zmieniły nasze dziecko. Serce mi pękało, łzy same płynęły. Z wesołej dziewczynki Ania stała się poważnym, bacznie przyglądającym mi się dzieckiem, które w moich oczach szukało zapewnienia, że już nikt nic jej nie będzie robił.

Chemioterapia sprawiła, że organizm Ani utracił odporność. Wdała się sepsa a z nią 3 tygodnie spędzone w izolacji. Po 3 dniach rozpoznano grzybicę płuc, tętno Ani sięgało 170! Kolejne 2 tygodnie przerwy w leczeniu. Organizm wyjałowiony chemią łapał infekcje nawet w izolatce.

Niestety przerwy w leczeniu zdarzają się nadal, bo Ania popada w tzw. dołki. Zbyt niska ilość płytek krwi już kilkukrotnie spowodowała zawieszenie chemioterapii, co napawa nas obawą o skuteczność leczenia. Ten strach będzie nam towarzyszył już zawsze, bo na oddziale spotkaliśmy bardzo dużo dzieci walczących ze wznowami chorób.

Za Anią bardzo tęskni 10 letni brat Piotrek, zmagający się z Zespołem Asspergera i choć ciężko mu zrozumieć czemu nie ma nas w domu, to dzielnie znosi rozłąkę. Piotrem zajmuje się tata, który musiał zrezygnować z pracy. Obaj dojeżdżają do nas 100 km. kiedy tylko się da.

Pielęgnacja Ani, dieta, której musi przestrzegać, leki oraz środki higieny stanowią niemały wydatek, dlatego ośmielamy się zwrócić z prośbą o wsparcie w walce o powrót naszej Ani do zdrowia.

Za każdą pomoc będziemy bardzo wdzięczni.

Rodzice Ani

 

Pomóc Ani można dokonując wpłaty na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

Bank BZ WBK

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem: “1311 pomoc dla Ani Ceklarz”

 

wpłaty zagraniczne – foreign payments to help Ania:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

PL31109028350000000121731374

swift code: WBKPPLPP

Bank Zachodni WBK

Title: “1311 Help for Ania Ceklarz”

 

Aby przekazać 1% podatku dla Ani:

należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243

oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “1311 pomoc dla Ani Ceklarz”

 

Ani można też pomóc poprzez wpłatę systemem DOTPAY:



 

Podaruj Kawałek Nieba...
Share This

Like Us On Facebook