Aby żyć i nadal pomagać innym z całego serca…

Gdy dziś siedzę i wspominam moich 74 lata życia łezka kręci się w oku. Urodziłam się na terytorium obecnej Ukrainy. W wieku 5 lat wraz z rodzicami i rodzeństwem osiedliliśmy się w Polsce na tzw. Ziemiach Odzyskanych. I rodzice i dziadkowie bardzo mocno dbali o tradycje wyniesione z domu, ale dbali również o to, byśmy i ja i moje rodzeństwo zdobyli wykształcenie. Ja wybrałam drogę niesienia ulgi w cierpieniu i zostałam pielęgniarką. W szkole pielęgniarskiej nawiązałam najpiękniejsze przyjaźnie, które trwają do dziś i są tak samo serdeczne jak przed laty.

Jeszcze w szkole poznałam mojego obecnego męża Wacława. Pobraliśmy się zaraz po tym, jak skończyłam szkołę, wyjechaliśmy do Poznania. Pracowałam w przychodni w Swarzędzu. Ale praca mojego męża wymagała od nas częstych przeprowadzek. Przez kilka lat mieszkaliśmy w Nowym Mieście n/Pilicą. W tamtejszym szpitalu o pracowałam jako pielęgniarka na oddziale pediatrycznym. W tamtych czasach przepisy nie pozwalały rodzicom na stały pobyt ze swoimi dziećmi na oddziałach szpitalnych. Więc to ja i moje koleżanki starałyśmy się zastąpić naszym małym pacjentom opiekuńcze ramiona rw2odziców. Karmiłyśmy, przewijałyśmy, tuliłyśmy, ocierałyśmy z buziek łezki bólu, strachu i tęsknoty. Zawsze starałam się dać moim podopiecznym jak najwięcej ciepła, by czuli się bezpiecznie mimo pobytu w szpitalu. Czy mi się to udało? Nie wiem. Ale mam nadzieję, że tak.
Gdy przeprowadziliśmy się do Piły oczywiście niezwłocznie podjęłam prace w zawodzie. Bo praca  była moją pasją. Nieustannie poszerzałam swoją wiedze zdobywając kolejne specjalizacje. A wszystko po to, by misję, jaką było moje życie zawodowe wypełniać zawsze jak najlepiej. By ci, którym los podarowała brzemię choroby zawsze znaleźli u mnie potrzebną im pomoc. Jednocześnie zawsze z godnością reprezentowałam środowisko zawodowe, które darzyło mnie ogromnym zaufanie i szacunkiem.

Gdy 18 lat temu przeszłam na emeryturę, obiecywała sobie odpoczynek i czas dla najbliższych. Jednak niespokojna dusza, która we mnie siedzi nie pozwoliła mi zamknąć się w czterech ścianach. Wciąż aktywna, wciąż musiałam coś robić. Więc zaangażowałam się w działalność Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Moje dzieci skończyły studia, założyły własne rodziny i uszczęśliww4iły mnie i mojego męża wnuczkami. Michał jest studentem Kasia uczennicą drugiej klasy gimnazjum, Oliwka jest w trzeciej klasie szkoły podstawowej, a najmłodszy Kacperek absorbuje uwagę nas wszystkich.
Pewnie moja opowieść wydaje się być historią życia szczęśliwej, spełnionej zawodowo, towarzysko i rodzinnie kobiety, która nie wie co to kłopoty. A jednak. Los wystawił mi rachunek za moje piękne dotychczas życie.

Chcę się cieszyć życiem, chcę pomagać innym jak dotąd. Ale dziś sama potrzebuję pomocy. Bo tylko dzięki pomocy innych mam szansę wygrać. Czy mam prawo prosić o pomoc? Sami oceńcie.

Każdemu, kto odpowie na moje pytanie twierdząco i pomoże mi stawić czoła diagnozie, która dziś jest wyrokiem na mnie już dziś z całego serca dziękuję.

Pomóc można dokonując wpłaty na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym Kawałek Nieba

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem:
661 pomoc dla Wandy Stępyry

Wpłaty zagraniczne

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym Kawałek Nieba
PL31109028350000000121731374

Swift code:
WBKPPLPP
Title:
661 Help for Wanda Stepyra

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS
0000382243
Cel szczegółowy 1,5%
661 pomoc dla Wandy Stępyry

Można też pomóc poprzez wpłatę systemem elektronicznym:



PLN

Udostępnij: