Jaś ma 10 lat. Jeszcze niedawno jego świat był prosty i bezpieczny – szkoła, koledzy, sport i zwykłe dziecięce plany.
W połowie grudnia wszystko nagle się zmieniło. Jaś trafił do szpitala z ogromnym bólem w okolicy lędźwiowej. Ból był tak silny, że nie mógł normalnie funkcjonować. Rozpoczęła się długa i trudna diagnostyka. Dla lekarzy był to bardzo nietypowy i skomplikowany przypadek.
Jaś wielokrotnie musiał być usypiany do rezonansu i tomografii, ponieważ z powodu silnego bólu pleców nie był w stanie pozostać w pozycji leżącej podczas badań. Po dwóch tygodniach hospitalizacji lekarze zdecydowali o pobraniu szpiku kostnego w znieczuleniu ogólnym. Wynik był czysty. Z ulgą odetchnęliśmy, wierząc, że to nie jest najgorszy scenariusz.
Jaś został przeniesiony na oddział pediatrii. Lekarze podejrzewali chorobę immunologiczną i nadal szukali przyczyny. Tymczasem jego stan się pogarszał. Przez prawie dwa tygodnie gorączkował powyżej 39°C.
CRP rosło z każdym dniem. Pojawiła się opuchlizna lewej nogi, która w krótkim czasie stała się tak duża, że Jaś przestał chodzić. Antybiotyki nie przynosiły poprawy.
Po dwóch tygodniach lekarze podjęli decyzję o biopsji mięśnia i węzłów chłonnych. Zabieg trwał prawie 7 godzin. Trzy dni później usłyszeliśmy diagnozę: mięsak niezróżnicowany – bardzo rzadki i agresywny nowotwór z przerzutem do węzłów chłonnych pachwinowych.
W jednej chwili nasz świat się zawalił.
Musieliśmy wrócić z Jasiem na oddział onkologiczny – tym razem już z rozpoznaniem choroby nowotworowej.
Ze względu na bardzo agresywny typ nowotworu protokół leczenia również jest bardzo intensywny. Jaś jest w trakcie chemioterapii, a każdy cykl stanowi ogromne obciążenie dla jego organizmu. Częste przetaczania krwi i koncentratu płytek stały się naszą codziennością. Po każdej chemii pojawiają się powikłania – głęboka neutropenia, spadki hemoglobiny i płytek, osłabienie oraz ryzyko poważnych infekcji. Każda gorączka oznacza natychmiastowy powrót z Jasiem do szpitala.
Swoje 10. urodziny Jaś obchodził podczas pierwszej chemioterapii – w szpitalnej sali, pod kroplówką. Zamiast przyjęcia z kolegami były pompy infuzyjne i personel medyczny. Gdy dmuchał świeczki, ze łzami w oczach wypowiedział tylko jedno życzenie: „żeby ten rok był lepszy”.
Długotrwałe leczenie i osłabienie organizmu wymagają dziś codziennej rehabilitacji, aby Jaś mógł odzyskać pełną sprawność. Czekamy również na wyniki badań molekularnych i planujemy konsultację zagraniczną, aby mieć pewność, że wykorzystujemy wszystkie możliwe drogi leczenia.
Mimo bólu, który przeszedł i którego doświadcza w trakcie leczenia, Jaś pozostaje niezwykle dzielny. Jest pogodny, uśmiechnięty i cieszy się z małych rzeczy – powrotu do domu, krótkiego spaceru, rozmowy z bliskimi. To on daje siłę nam – dorosłym.
My jako rodzice wierzymy z całego serca, że Jaś wyzdrowieje.
Wierzymy, że przed naszym kochanym Synkiem jeszcze wiele pięknych, zwyczajnych dni – bez bólu, bez szpitalnych sal i bez kroplówek.
Zbierane środki przeznaczymy na:
– dalsze leczenie onkologiczne,
– rehabilitację,
– konsultacje specjalistyczne (również zagraniczne),
– badania molekularne,
– dojazdy do szpitala i zakup leków wspierających leczenie.
Dziękujemy z całego serca za każdą pomoc.
Prosimy również o modlitwę i dobre myśli.
Wierzymy, że razem możemy pomóc Jasiowi wrócić do zdrowia i dzieciństwa, które zostało tak nagle przerwane.
Patrycja i Mariusz – rodzice.
Pomóc można dokonując wpłaty na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym Kawałek Nieba
31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
4703 pomoc dla Jasia Jarosiewicza
Wpłaty zagraniczne
PL31109028350000000121731374
WBKPPLPP
4703 Help for Jas Jarosiewicz
Przekaż 1,5% podatku
0000382243
4703 pomoc dla Jasia Jarosiewicza
Można też pomóc poprzez wpłatę systemem elektronicznym: