Mój mąż Jarosław był operowany z powodu guza tarczycy. W trakcie operacji doznał rozległego udaru, którego objawów w okresie pooperacyjnym nikt nie zauważył. Trzeba było przekazać go do specjalistycznego szpitala, ale nie można było znaleźć miejsca. Stan się pogarszał i nie mówiono już o ratowaniu zdrowia, a o ratowaniu życia. Udało się go przekazać do Kliniki Neurologii i Neurochirurgii w Bydgoszczy, gdzie bardzo zaangażowano się w jego ratowanie. Niestety narósł już obrzęk mózgu tak duży, że następnego dnia trzeba było wykonać zabieg kraniotomii . Mąż wpadł w śpiączkę, przeszedł sepsę, leżał kilka tygodni pod respiratorem. Ma trwale sparaliżowaną lewą stronę ciała oraz częściowe niedowidzenie. Dotychczasowa rehabilitacja pozwoliła mu tylko minimalnie poprawić funkcjonowanie. Na razie pozycję siedzącą może utrzymać tylko przywiązany do wózka i to na dość krótko. Przeszedł bardzo dużo. Dodatkowo żyjemy w niepokoju, bo po kilku dniach od operacji przyszedł wynik histopatologiczny, z którego wynika, że guz tarczycy był złośliwy. 
Jestem emerytowaną pielęgniarką i wszystko co możliwe wykonuję przy mężu sama. Niestety sprawy finansowe mnie przerastają. Koszty leczenia, domowej rehabilitacji, niezbędnego sprzętu są naprawdę bardzo duże, a oboje jesteśmy emerytami.
Do tej pory byliśmy bardzo aktywni. Jarek jest bardzo dobrym i uczynnym człowiekiem. Mamy 3 dorosłych dzieci i 9-cioro wnuków, a dodatkowo dla 3-ki dzieci przez 3 lata byliśmy rodziną zastępczą. Teraz, gdy mąż nie jest już w stanie zajmować się dziećmi, a ja muszę mu pomagać we wszystkich czynnościach musimy z tego zrezygnować. Mąż zawsze oddawał całego siebie, aby pomagać innym. Jest kochającym mężem, tatą i dziadkiem. Chciałabym, aby jego choroba, która w kilka godzin zmieniła jego pasje i plany życiowe, nie była tak uciążliwa, aby jeszcze mógł w przyszłości dawać siebie innym. Dlatego proszę o pomoc dla niego
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym Kawałek Nieba
31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
Przekaż 1,5% podatku