Walczymy z guzem mózgu o zdrowie i życie naszej ukochanej córeczki iguni

20 sierpnia życie naszej Rodziny zmieniło się niewyobrażalnie. Wszystko zaczęło się (teraz już wiemy) właściwie standardowo – od porannych wymiotów naszej jedynej, ukochanej córki Iguni. Pierwszy pojedyńczy pojawił się w lipcu tego roku, kolejny w połowie sierpnia, ale po powrocie znad morza, więc pomyśleliśmy, że Igunia „za dużo morza wypiła” i tyle. Jednak wymioty zaczęły się utrzymywać, 3 dnia trafiliśmy do naszej Pani dr pediatry, która od razu powiedziała nam, że musimy wykluczyć guza mózgu.

 

Nie ma takich słów które mogłyby wyrazić ból po stracie ukochanego dziecka. Igunia odeszła… Pozostanie na zawsze w sercach tych, którzy tak bardzo ją kochają i w chwilach spędzonych razem, które nigdy nie zostaną odebrane… Dziękujemy wszystkim za pomoc w jej leczeniu

Historia Iguni:

Hej, dzień dobry wszystkim,
20 sierpnia życie naszej Rodziny zmieniło się niewyobrażalnie. Wszystko zaczęło się (teraz już wiemy) właściwie standardowo – od porannych wymiotów naszej jedynej, ukochanej córki Iguni. Pierwszy pojedynczy pojawił się w lipcu tego roku, kolejny w połowie sierpnia, ale po powrocie znad morza, więc pomyśleliśmy, że Igunia „za dużo morza wypiła” i tyle. Jednak wymioty zaczęły się utrzymywać, 3 dnia trafiliśmy do naszej Pani dr pediatry, która od razu powiedziała nam, że musimy wykluczyć guza mózgu. Wyszliśmy odrętwieli, ale nie przewidując absolutnie, że ta teza się potwierdzi. Następnie wizyta u okulisty i badanie dna oka, i u nurologa, obie wypadły bardzo dobrze.

Po dwóch dniach, wieczorem, 20 sierpnia 2020 roku, podjechaliśmy „tylko” na kontrolny tomograf, potwierdzający, że wszystko gra. Niestety, zostaliśmy przyjęci w trybie pilnym na oddział neurochirurgii, to był czwartek… w sobotę, 22 sierpnia o 9 rano rozpoczęła się operacja wycięcia guza mózgu. Niestety guza nie dało się wyciąć w całości, bo naciekał na pień mózgu, jest też kilka nacieków, wszystko w obrębie móżdzku. Igunia wybudziła się po operacji w całkiem dobrym stanie, tzn. reagowała na polecenia podnoszenia rąk i nóg, ściskała dłoń, jedynie nie mówiła.

W 3. dobie od operacji wpadła w mutyzm akinetyczny. Stała się bezwładną, niemówiąca dziewczynką, pampersowaną i całkowice zdaną na naszą opiekę i miłość. Parę dni później, dowiedzieliśmy się, że to medullobblastoma IV stopień złośliwości, guz dzięcięcy móżdżku. Następnie wstawienie zastawki naczyniowo-otrzewnej, spowodowanej wodogłowiem, a 29 września trafiliśmy pod opiekę Pani dr Marty Perek-Polnik w Instytucie Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.

Nasze życie zmieniło się nieodwracalnie i na zawsze. Aktualnie przebywamy właściwie w innej galaktyce. Wszystko zmieniło tory, czas pulsuje w zupełnie innym tempie. Walczymy o zdrowie i życie Iguni. (czasami wciąż nie wierzę, w to co piszę)

Obecnie jesteśmy po I rundzie chemii, przed nami kolejne 3, następnie radioterapia i chemia wspomagająca. 1,5-2 lata ciężkiego leczenia, rehabilitacji, naszej totalnej mobilizacji i programowania się na wyzdrowienie.

Na dziś, tj. 14 października Igunia już rusza rękoma i nogami. Widzimy efekty naszej codziennej, intensywnej pracy.
Piszę to dlatego, że Nasza Rodzina, a w szczególności Igunia potrzebujemy Waszego wsparcia. Wsparcia profesjonalistów w dziedzinie neurorehabilitacji i na cito neuropsychologii. Igunia to mądra i bardzo wrażliwa 6-letnia dziewczynka, która zdaje sobie sprawę, jak zmieniło się jej życie, i uważamy, że oprócz konwencjonalnego leczenia, na teraz najbardziej potrzebne Jej jest właśnie wsparcie psychologiczne, bo często się smuci, a tego nie chcemy.

Prosimy Was o wsparcie finansowe oraz głęboką modlitwę, wsparcie energetyczne, medytacje, afirmacje, cokolwiek czujecie, wszystko co najlepsze w Was, a My wszystko spożytkujemy i wyłącznie na potrzeby Naszej ukochanej córeczki Iguni. Będziemy dozgonnie wdzięczni.

Nasza droga o zdrowie Iguni właściwie dopiero się zaczyna. Czujemy się, jak byśmy w klapkach wchodzili na Mont Everest, ale mamy zamiar tam wejść, a potem zejść i żyć pełną piersią, i paradoksalnie, z każdym dniem mamy coraz więcej siły i odwagi na walkę z tym smokiem. Nie wątpimy ani sekundy w wyzdrowienie Iguni. Proszę, żebyście też wszyscy i wyłącznie tak myśleli.

Głęboko wierzę w to, że na najgłębszym poziomie wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni, że kiedyś bardzo dawno temu, wszysycy byliśmy całością. Potem, dla wierzących – Świat stworzył Bóg, inni powiedzą, że był wielki wybuch…jakkolwiek…. Wierzę, że uwolniła się wtedy ogromna energia, którą każdy z nas w sobie ma, a my wciąż jesteśmy w jakiś tajemniczy sposób ze sobą splątani i choć fizycznie rozłączeni o wiele kilometrów czy lat, energetycznie wciąż pozostajemy ze sobą w łączności.
I żyjcie pełną piersią! Nie bójcie się życia, swoich marzeń, spełniajcie je…bo takie rzeczy jakie nas spotkały, nie dzieją się „tylko w tv”.
Z góry bardzo mocno dziękujemy za wsparcie!!!
p.s. dodam jeszcze tylko, że gdyby każdy człowiek na świecie poczuł przez 1 sekundę ten strach, tę śmierć siedzącą na ramieniu…jestem przekonana, że nie byłoby na świecie żadnych wojen, i innego zła…każdy cieszyłby się po prostu życiem…doceniajcie swoje!
p.s. II dostaliśmy od losu cytrynę, ale mamy zamiar zrobić z niej pyszną lemoniadę!!!